Po dłuższej przerwie i malowniczych (a także i dzikich) Zachodnich Fiordach, chcielibyśmy zaprosić Was na zwiedzanie północnej części Islandii. Z góry możemy powiedzieć, że jest to część równie piękna i zróżnicowana jak południowa, ale z sporo mniejszą ilością turystów.

Nie myślcie jednak, że nie ma tam czego zwiedzać, bo jest i to wiele miejsc. Przed Wami kilka najważniejszych na północy Islandii.

Kolugljúfur

Pierwszą atrakcją, którą zobaczycie, gdy pojedziecie z zachodniej Islandii, jest Kolugljúfur – wodospad, który niemal z każdej strony wyglądał dobrze. Co prawda zejście niżej, a nie tylko pozostanie na mostku, wiąże się z zachowaniem dużej ostrożności. Nie jest to idealne zejście. Warto zwrócić uwagę na ostrzeżenia i się do nich stosować. Łamanie zasad na Islandii zwykle kończy się zamknięciem obszaru. Traci się wówczas tak piękne miejsca z powodu ludzkiej ignorancji. Zdjęcie chyba wyrazi więcej, niż tysiąc słów. Biegnie tamtędy szlak pieszy, w otoczeniu kucy islandzkich i owiec.

Kálfshamarsviti

Miejsce wysunięte na północ półwyspu, aby do niego dojechać, trzeba przejechać między domkami i farmami, a na końcu drogi znajdziecie dojazd do latarni morskiej, która jest otoczona bazaltowymi kolumnami na brzegu. Miejsce widowiskowe.

Według przewodnika, budowla powstała w 1940 na miejscu starej latarni, wybudowanej 27 lat wcześniej. Na wzgórzu widać także ślady po zabudowie wokół punktu nawigacyjnego dla statków.

Glaumbær

Jeśli chcecie zobaczyć, jak żyli Islandczycy wcześniej, a właściwe, jak wyglądały ich domostwa, koniecznie musicie odwiedzić Glaumbær. Jest to skansen złożony z domów zrobionych z torfu, a dachy pokrywa mech. My co prawda dotarliśmy niestety po godzinach otwarcia, ale nie przeszkodziło nam to w obserwacji budynków od zewnątrz i zajrzenia do wnętrza przez okno.

Znajdziecie tu też ławeczkę, która zwrócona jest tyłem do budynków i przodem do doliny otoczonej górami. Miejsca idealne do zatrzymania się na chwilę, refleksji… czy po prostu zdjęcia od tyłu, idealnie obrazującego, jak mały jest człowiek w stosunku do przestrzeni przed nim.

Akureyi

Jeśli macie czas, możecie przejechać przez Hofsós, gdzie jest otwarty basen geotermalny. Jeśli nie, to droga do Akureyi jest prosta – jedziecie w praktyce cały czas jedynką.

Co do samego miasta – jest to drugie co do wielkości miasto na Islandii, nazywane stolicą północy. My niestety samego miasta nie zwiedzaliśmy – przyjechaliśmy już po zmroku, a z samego rana wybywaliśmy w dalszą podróż, dlatego nie wiemy, czy znajdzie się tam jakaś kawiarnia speciality czy coś wartego zaczepiania.

Piszemy natomiast o Akureyi, ponieważ znajduje się tu jeden z większych i lepszych kempingów w tej części Islandii – Hamrar.

Jest to kamping, po którym biegają króliczki, można przejść się po ścieżkach spacerowych, a także cieszyć się niemal czystym niebem i sanitariatami.

Polecamy jako kamping i miejsce do uzupełnienia zapasów i paliwa.

Goðafoss

Ważna informacja, przy wyjeździe z Akureyi w stronę Godafoss – tunel na drodze numer 1 jest płatny. Dobra wiadomość jest taka, że objazd wcale nie jest sporo dłuższy, a jest malowniczy.

Co do samego wodospadu. W wolnym tłumaczeniu jest to Wodospad Bogów. Praktycznie, znajdziecie go przy drodze numer 1 w stronę Mývatn.

Wodospad szeroki i malowniczy, z wieloma miejscami, z których można zrobić efektowne zdjęcie. Niestety, jest to też jeden z najbardziej obleganych przez turystów miejsc w północnej części wyspy, więc polecam wybrać się wczesnym porankiem.

Mała uwaga: Nie wiem jak u Was, ale dron – DJI Mavic pro miał tu problemy z kompasem, więc polecam trzymać go blisko i nie latać przy dużym wietrze.

Ásbyrgi

Jak widzieliście w pierwszej części naszego cyklu, trochę odbiliśmy od drogi numer 1, aby zobaczyć Dettifoss, a potem wrócić na drogę 85, aby zobaczyć Ásbyrgi. Warto odwrócić kolejność. Droga 862, którą mieliśmy wrócić do Mývatn jest jeszcze gorsza (w chwili naszej podróży – Październik 2019), niż droga 863, którą dojedziesz i do Dettifoss, i dalej do 1.

Jest to park narodowy, połączony z campingiem (nieczynnym w październiku). Ładne ścieżki przez las, które kończą się na jeziorze w kanionie. Otoczony jest z 3 stron wcześniej wspomnianą ścianą. Urokliwe miejsce, z ścieżką edukacyjną, ale także szlakiem na górę wzniesienia.

Dettifoss

Wcześniej wspomnianą drogą numer 863 (mocny szutr) dojedzie się do wodospadu Dettifoss, ale nie pędźcie, co sił w nogach (jakby się na tej drodze dało), bo przed samym Dettifoss jest jeszcze jeden zjazd do ładnego punktu widokowego na ten zjawiskowy kanion.

Dettifoss to jest kolejny wodospad, który przez swą wysokość i szerokość, jest określany mianem „Najmocniejszego”, ponieważ w ciągu sekundy przepływa przez niego najwięcej metrów sześciennych wody i to w dodatku z taką siła, że stojąc na górze na brzegu słychać wyraźny huk rozbijającej się wody.

Mývatn

Co prawda po wjechaniu na drogę numer 1, musieliśmy się trochę cofnąć, ale wstydem by było, odwiedzić północ i nie zaliczyć tego regionu, pełnego geotermalnych terenów. Zapach siarki i dym nie jest tu obcy. Dodatkowo jadąc często do Mývatn, można nie dotrzeć, ponieważ droga często bywa nieprzejezdna. Co prawda w Reykjahlíð są kampingi, to nasz docelowy nie był otwarty… z powodu deszczów. Z racji, że byliśmy po wizycie w lagoonie, wygrzani, nie chcieliśmy jechać dalej i szukać noclegu, dlatego podjęliśmy szybką decyzję o przespaniu się w hotelu. Po raz pierwszy zawitaliśmy do hotelu Icelandair w Mývatn, którego polecamy całym sercem. Miła obsługa, pyszne śniadanie, a do tego ciepło i przyjemnie. Było nam to też potrzebne do jutrzejszego zwiedzania samego regionu, a trochę tego było.

Mývatn Lagoon

Dużo osób polecało Mývatn Lagoon, jako alternatywę dla Blue Lagoon. W końcu, jeśli teren jest geotermalnie aktywny, to wstyd nie użyć tego w takim sposób. Jest to kompleks basenów, z niebieską wodą solankową, naturalnie podgrzewaną przez wnętrze ziemi. Jest to idealne miejsce, żeby odpocząć, zrelaksować się, choć polecamy iść tam, gdy nie będzie padać, bo o ile przed wiatrem uchronią osłonki lub czapka, o tyle jak pada to nie siedzi się przyjemnie. Czasem trzeba poszukać cieplejszego miejsca, a jeśli komuś nie przeszkadza porośnięta glonami skała, to nawet można się usiąść. Glony, to oczywiście naturalne zjawisko przy takiej wodzie.

Cena może mała nie jest, bo za osobę zapłacimy 5000 ISK (155 pln) , dla porównania Blue Lagoon: 6 990 ISK (216) . Także troszkę taniej, ale jako nowe doświadczenie, czemu nie.

Wiecie, co jest tylko najgorsze na Islandii… tam ciągle wieje. Wiedzieliśmy o tym, ale nie pomyśleliśmy, że na koniec trzeba przejść z basenu do szatni. Szok termiczny gwarantowany.

Pseudo Kratery

Jednym z charakterystycznych elementów przyrody w tej części Islandii, są wspomniane w tytule pseudo kratery. Powstały one przez kontakt magmy z wodą z jeziora, a właściwie w wyniku wysokiego ciśnienia, ziemia zaczęła się wybrzuszać. Jest też ścieżka pomiędzy nimi a nawet i ławeczki by usiąść i zrelaksować, patrząc na okoliczne widoki.

Dimmuborgir (czarne miasto)

Ponownie wracamy do tematów wulkanicznych, ponieważ Mývatn to region geotermalny i wulkaniczny.

Czarne miasto, to według lokalnych historii miasto zamieszkane przez elfy i trolle, a zostało uformowane przez wulkan. Jest to szereg wysokich kamieni i dolin, połączonych z jaskiniami. Obecnie wyrobiona jest tam ścieżka pomiędzy, a pieszo można się stamtąd wybrać aż do Namaskardh (krater).

Grjótagjá (Jaskinia Snowa)

„You know nothing, John Snow”, to cytat, który często powtarzała dzika ukochana bohatera książki i serialu Gra o Tron. Zacząłem ten akapit od tego, ponieważ, jedna z gorących scen pomiędzy wyżej wspomnianymi postaciami, była kręcona właśnie w tej jaskini. Jest ona blisko miasteczka i blisko Czarnego Miasta. Z góry ostrzegam, nie można się tam kąpać, bo boją się, że może się zawalić (albo turyści to zniszczą lub .. ).

Hverfjall

Jeden z kraterów, który w całości pokryty jest czarnym żwirem. Nie ma schodów, ale wejście jest delikatne. Góra wyglądała, jakbyśmy wylądowali na księżycu, a nad nami o mało nie spadał dron od GoPro . Poza tym ładny punkt widokowy na okolice jeziora. Po wejściu na górę, jeśli macie więcej czasu, to górę krateru można przejść naokoło.

Namaskardh, Hverir

Jeden z najbardziej charakterystycznych zapachów Islandii to … siarka. Jak wspominałem już wielokrotnie, jest to teren aktywny geotermalnie, a tu znajdziecie jeden z północnych terenów pokrytych błotem i mikro gejzerami. Góra z kamieni która dymi, bulgoczące dziury a wszystko pokryte parą. Mimo nieprzyjemnego zapachu … warto zobaczyć 🙂

Kratery Krafla, elektrownia i .. Prysznic

Większość znanych do tej pory kraterów na Islandii było pustych w środku. Ten krater jest jednym z nielicznych, który jest wypełniony wypełnione wodą i to gorącą, a przy tym jest położony stosunkowo nisko. Jadąc do niego, mijacie geotermalną elektrownie i … wolno stojący prysznic. Ale no wiecie, taki prysznic z którego cały czas leci woda i nie ma żadnych osłon czy parawanów. Dojedziecie tam zaraz po wyjeździe z Hverir na drogę 1 w stronę wschodniej Islandii.

Na sam koniec należy wspomnieć, ze Mývatn to też jezioro, gdzie latem można obserwować ptaki i owady, których jest tam pełno.

Północno wschodnia Islandia

Wschodnia Islandia nie jest tak atrakcyjna turystycznie, by robić o niej osobny wpis, dlatego trochę opowiem o niej tu, a trochę przy południowej części. Mimo tego, nie sposób jej pominąć, więc zaczynajmy.

Bazaltowy Kanion (Stuðlagil)

Jednym z przykrych skutków zmian klimatycznych, jest spojrzenie na ten kanion. Na wielu zdjęciach widać go z niebieską wodą, której już nie uświadczycie, bo woda już nie pochodzi w dużym stopniu z lodowca jak kiedyś, a z tamy. Fragment kanion w tym miejscu otoczony jest bazaltową ścianą, co dodaje uroku.

Co prawda, widok wciąż jest zjawiskowy, ale warto uważać, zwłaszcza w śnieżne i deszczowe dni, ponieważ zejście do niego jest bardzo strome. Na szczęście dojazd tam jest całkiem cywilizowany. Mimo braku niebieskiej wody, polecamy.

Egilstadir

Kolejne większe miasto na Islandii, gdzie można zrobić zakupy, a nawet i zjeść w fast food. Znajdziecie tu też zawsze otwarty camping z szybkim Internetem i przestrzenią wspólną, w której można poczytać książki, wyprać brudy czy zabrać prysznic. Kamping nie był też drogi, a znajdziecie tam m.in aktualną rozpiskę otwarć kampingów na dany rok. Poza tym parking duży, więc można i rozłożyć namioty i zaparkować nie małym kamperem. Jest tu też lotnisko, na którym możecie wylądować, gdy panują złe warunki atmosferyczne.

HENGIFOSS

Będąc w Egilstadir, warto odbić od trasy i wstąpić do HENGIFOSS.

Jadąc drogą nr 931 miniecie jeden z niewielu tak gęstych lasów w tej części Islandii. Ale wracając do punktu z nagłówka, jest to zestaw wodospadów, gdzie jeden niższy (LITLANESFOSS) otoczony jest bazaltowymi ścianami, a wyższy, mieści się w dolinie na górze.

Islandia

Cechą charakterystyczną wyższego wodospadu jest fakt, że ściana, na której się znajduje ma bardzo dobrze widoczne warstwy skał, które przez swoje różne kolory, sprawiają, że wodospad określany jest mianem wodospadu warstwowego. W słoneczne dni musi wyglądać to jeszcze lepiej, niż w pochmurne, ponieważ kolory dobrze się od siebie odbijają. Niestety trzeba się troszkę wspiąć, ale warto. Co ważniejsze, uważajcie na barany, bo przechodzicie pomiędzy pastwiskami i pamiętajcie o zamykaniu furtek za sobą.

Północ

Droga numer 1

Droga z północy na południe nie ma wielu charakterystycznych punktów, ale mimo tego, wygląda zjawiskowo w wielu miejscach. Podejrzewam, że podobnie jak my, nie raz się zatrzymacie, aby podziwiać, jeśli tylko warunki pozwolą. Jednym z nich, jest Czerwone Krzesło, które otoczone jest górami.

Podsumowanie

To tyle z północnej Islandii. Przed nami ostatni wpis: Południowa i możliwe, że na czasie pojawi się też film podsumowujący. Miłej lektury!