Islandia – Wrażenia (część 3)

Islandia , Podróże Kwi 06, 2017 2 komentarze

Kiedy Wy czytacie ten post i przenosicie się do zimowej krainy po raz kolejny, my jesteśmy już w kolejnej podróży, z której przywieziemy (mamy taką nadzieję) dużo pięknych widoków dla Was i wiele niezapomnianych wspomnień dla nas. Gdzie jedziemy tym razem, to słodka tajemnica. Dowiecie się w swoim czasie.
Ale wróćmy do głównego tematu tego postu, czyli ostatniego wpisu dotyczącego pięknych miejsc na Islandii. Post może okazać się dość długi, także ostrzegam już na wstępie. 🙂
Ale koniec bajdurzenia i zapraszam w dalszą podróż – dziś Golden Circle i Reykjavik!

Kerið

Ponownie poranek przywitał nas bielą za oknem. Ale jak już wiecie, nie straszna nam pogoda na Islandii. Ubraliśmy się ciepło, zjedliśmy śniadanie, wypiliśmy kawę, zaparzyliśmy herbatę do termosu i byliśmy gotowi do drogi. Golden Circle czekał!
Pierwszym punktem naszej wycieczki tego dnia był Kerið – krater wulkanu Grímsnes w południowej Islandii. W kraterze powstało jezioro wulkaniczne. Wydawać by się mogło, że będzie to zwykła dziura z wodą, ale jest to mylne wrażenie. Powiem Wam, że ogrom “dziury” sprawia, że czuje się respekt i podziw. Do tego wszystko było delikatnie przypruszone śniegiem, a jeziorko na wierzchu miało cienką warstewkę lodu.
Zdjęcie, które widzicie poniżej, zostało wykonane z dołu krateru, do którego zejście było lekkim wyczynem, ze względu na stan drogi prowadzącej w dół. Nie dość, że była to stroma, nierówna dróżka, to dodatkowo ubity śnieg, lekko zmrożony powodował, że była śliska. Brak poręczy nie ułatwiał zejścia. Ale mimo wszystko, powiem Wam, że było warto się troszkę pomęczyć z łapaniem równowagi, dla tego widoku. Sami oceńcie.

Kerið

Faxi (Faxafoss)

Wodospad, do którego byśmy nie trafili, gdyby nie to, że na drogowskazie w prawo był znaczek -> tu jest ciekawe miejsce, a turyści przed nami też się zatrzymali. Atrakcja znajduje się z boku drogi Biskupstungnabraut.
Jak się okazało niepozorny parking, kawałek dalej krył za sobą piękny wodospad, do którego, aby się dostać w celu zrobienia zdjęcia z bliższej odległości, warto byłoby posiadać raki lub gumowe nakładki z przyssawkami na buty (jednym słowem antypoślizgi). Widok warty zobaczenia, możecie przekonać się sami.
Punkt ten nie był właściwie specjalnie celem na naszej trasie. Ale jednym z uroków Islandii, jest właśnie odkrywanie coraz to piękniejszych widoków. I to jest w Islandii najpiękniejsze.

Faxafoss

Geysir

Kolejnym, planowanym punktem naszej wycieczki, było zobaczenie wybuchu gejzeru, zatem w tym celu pojechaliśmy do Geysir, czyli kompleksu gejzerów, gorących oczek z wodą i parujących rowów i to dosłownie. Już z daleka widać było kłęby pary wodnej unoszącej się nad obszarem. A wraz ze zbliżaniem się z rowów przy drodze wydobywało się coraz więcej pary wodnej. Powiem Wam, że jest to ciekawy widok, rzekłabym, że nietuzinkowy.
Po wyjściu z auta w powietrzu można było wyczuć delikatny, charakterystyczny zapach siarki. Skały mimo gorącej wody pokryte były jasnozielonymi glonami, czasami z delikatnym odcieniem turkusu. Do tego wszystkiego para unosząca się wszędzie oraz tabliczki ostrzegawcze, aby nie dotykać wody, ponieważ jej temperatura może wynosić od 80-100ºC.
Z początku myśleliśmy, że będziemy musieli długo czekać na wybuch gejzeru i możemy się nie doczekać, bo jednak troszkę czas nas gonił. Ale okazało się, że gejzer wybuchał co ok. 2-3 minuty. Także nie było problemu. Niestety był tylko jeden wybuchający gejzer, reszta jedynie parowała – możliwe, że też wybuchała, ale okres wybuchów nie był tak krótki. Aktywność gejzerów zmalała po wybuchu wulkanu. Oprócz pary i gejzerów można było zobaczyć liczne strumyki i oczka z gorącą wodą. Jedno oczko miało widoczne wejście do jaskini wgłąb, ale wypełnione było gorącą wodą, do tego woda miała niebieskawy odcień. Wyglądało to pięknie. Poniżej zdjęcie wyżej wspomnianego oczka. Ciemniejszy obszar w wodzie, to właśnie otwór prowadzący wgłąb.

Oczko w Geysir

Gulfoss

Przez całą drogę można powiedzieć, że byliśmy śledzeni przez grupkę ludzi, wydaje nam się narodowości indyjskiej. Po zaparkowaniu pod Gulfoss, zobaczyliśmy ich też i w tym miejscu. Dzięki temu widać, jaką popularnością cieszyły się te miejsca, skoro przejeżdżając z jednej atrakcji na drugą wpadało się na tych samych ludzi.
Co do samego wodospadu, był to największy rozmiarowo wodospad widziany przez nas na Islandii, co do jego wysokości niestety nie wiemy, jak był wysoki, ponieważ nie tylko był słabo widoczny z góry, to dodatkowo padał deszcz, była szaro i bardzo pochmurnie. Ogólnie, w takich warunkach jakoś ten wodospad nas nie zachwycił, mimo swojego ogromu.
Co ciekawe, to właśnie tutaj, po raz pierwszy zobaczyliśmy znak – drones not allowed. 🙂
W tym przypadku nie było nam smutno, że nasz dron nie lata, bo tak czy siak byśmy nie polatali. Poniżej zdjęcie fragmentu Gulfoss, widocznego przez nas.

Gulfoss

Park Narodowy Þingvellir

Park Narodowy Þingvellir położony jest na rzece Öxará. Zanim dojechaliśmy do głównego punktu, krótko za wjazdem do parku, zauważyliśmy niewielki parking. Mieliśmy dziwne przeczucie, że warto się tam na chwilę zatrzymać. Także tak jak pomyśleliśmy, tak też zrobiliśmy. Intuicja nas nie zawiodła. Za przydrożnymi krzakami znajdował się niewielki punkt widokowy, z którego roztaczał się niezwykły krajobraz. Wąwóz z rzeką w dole, a w oddali jezioro i góry. I to czyste, nieskażone niczym powietrze. Zatrzymaliśmy się jako pierwsi, a później wiele osób poszło w nasze ślady. I choć zatrzymaliśmy się jako pierwsi, to odjeżdżaliśmy jako ostatni. Ciężko było odejść od tego widoku, ale jeszcze wiele miejsc czekało na nas. Przy głównych atrakcjach parku znajdują się parkingi, ale tak naprawdę przygotowane są szerokie ścieżki, dzięki czemu możliwe jest przedostanie się między kolejnymi atrakcjami pieszo, nie trzeba zbyt wiele jeździć autem. Nawet lepiej jest wędrować, ponieważ więcej się zobaczy i ma się więcej czasu na podziwianie otaczającego krajobrazu. Polecamy!
W rzeczywistości w parku znajduje się wiele punktów widokowych, wąwozów rzecznych oraz wodospad Öxaráfoss. Niby niewielki, ale skąpany w słońcu, otoczony ścianami z kamienia, wygląda bajecznie. I ta iskrząca się woda.
Z jednego z punktów widokowych można podziwiać liczne rozgałęzienia rzeki, a na suchym terenie znajdował się kościółek, identycznej konstrukcji jak opisywałam w poprzednim wpisie , z jedną różnicą, ten miał dach koloru zielonego. W jego pobliżu zlokalizowane były 4 domki szeregowe – chyba była to plebania.
Na najwyższym punkcie widokowym, można było zobaczyć panoramę całego krajobrazu roztaczającego się na dole.
Dodatkowo w parku istnieją jaskinie, w których można ponurkować. My się nie skusiliśmy.
Myśleliśmy, że zwiedzenie atrakcji w parku zajmie nam chwilę. Okazało się, że było wręcz przeciwnie. Nie żałujemy! 🙂

Park Narodowy Þingvellir – widok po wjeździe

Öxaráfoss – Park Narodowy Þingvellir

W chmurach

Powrót do Reykjaviku wybraliśmy drogą prowadzącą “górą” – w chmurach. Stwierdziliśmy, że chcemy zrobić “prawie” okrąg, żeby domknąć Golden Circle. Był to strzał w dziesiątkę! Wyobraźcie sobie, że jedziecie czarną asfaltową drogą, świeci piękne Słońce, po bokach rozciągają się pola zasypane śniegiem, na którego powierzchni widoczna jest charakterystyczna tekstura, wskazująca na oddziaływanie wiatru – jak na wydmach na plaży. Widzicie to? To dołóżcie jeszcze ośnieżone szczyty gór oraz chmury, które okrywają te szczyty, a jednocześnie są tak nisko, że są na waszym poziomie. Widok marzenie. A jeśli kiepsko z waszą wyobraźnią, to poniżej zdjęcie, które uchwyciło ten moment.
Jedno Wam powiem, strasznie tam wiało i było to widoczne nie tylko na drodze, kiedy śnieg przesypywał się z jednej strony, na drugą, ale byliśmy świadkami jak jeden mężczyzna jeździł na nartach po płaskim terenie. Zapytacie jak? Zrobił sobie kite-surfing, ale zamiast deski, miał narty i na śniegu, a nie na wodzie.

Widok, jadąc górą

Reykjavik

Stolica Islandii nie zachwyca specjalnie, w porównaniu do innych stolic. No dobra, to taka piękniejsza Warszawa w skandynawskim stylu z dostępem do oceanu Atlantyckiego i wielkości średniego Polskiego miasta. Oczywiście, spacerek wzdłuż oceanu, z widokiem na góry, operę Harpa, portem oraz szkielet statku ma swoje uroki, ale jeśli miałbym być szczery, wolałbym mieszkać np. w Selfoss lub w Vik (przynajmniej z tych poznanych, które zauroczyły mnie swoją wielkością, czystością oraz spokojnym życiem na niezmąconym łonie natury oraz licznymi terenami do spacerowania i podziwiania, tego, co na południowej części Islandii nas zachwyciło).
Wróćmy do stolicy, którą można całą podziwiać z poziomu przepompowni, przerobionej na punkt obserwacyjny miasta i kawiarnie. Dodatkowo, główna katedra w Rejkaviku zachwyca swoją wielkością, ale jednocześni skromnym wykończeniu wnętrza. Można wjechać na jej wieżę, ale kolejki do windy były ogromne. Przed nią stoi pomnik założyciela Islandii – Wikinga (nie, nie był to Ragnar). W środku miasta leży sadzawka, przy której można się odprężyć. Niektóre budynki miasta ozdobione są muralami, przykuwającymi uwagę.

Katedra w Reykjaviku

Statek Wikingów – Reykjavik

Opera Harpa w Reykjaviku

Chwila grozy

Nadszedł czas powrotu, a wraz z nim lekka obawa, czy przyjmą nam auto bez problemów, bo mimo woli wydawało nam się, że dodaliśmy jedną ryskę od żwiru oraz auto mimo obecności na myjce, po przejechaniu 40 km z Reykjaviku do Keflaviku było strasznie okurzone. Nasza obawa była, że doliczą nam koszty czyszczenia.
Ale zanim mieliśmy poznać werdykt wypożyczalni, mieliśmy okazję podziwiać otaczający nasz krajobraz. To czego nie widzieliśmy po zmroku, jadąc do Reykjaviku, teraz ukazało się naszym oczom. A mianowicie były to pola pokryte kamieniami, tworzącymi, ciekawą teksturę.
Dla zainteresowanych udało nam się oddać auto bez żadnych problemów. Polecamy wypożyczalnię Blue Car. 🙂

Podsumowanie

To tyle z naszej Islandzkiej podróży. Kraj na tyle piękny, że powrót tutaj będzie obowiązkowy co najmniej jeszcze 2 razy, jak nie więcej. Raz, aby uchwycić zorze polarną i nocne krajobrazy na zdjęciach, a może i przy okazji zaliczyć troszkę offroada w aucie z napędem 4×4. Drugi raz, aby samochodem typu kamper przejechać całą Islandię naokoło. A pozostałe odwiedziny, się zobaczy, może po prostu, żeby sobie poprzypominać i zobaczyć te piękne widoki po raz kolejny na żywo.
Ludzie są w tym kraju przemili, pomocni, nie spotkało nas tutaj nic przykrego. Do tego strasznie ufają ludziom i w ludzi, co jest naprawdę dużym plusem, który się odczuwa, przebywając w tym państwie.
Jeśli podobała się Wam nasza relacja, poniżej ostatnia część galerii zdjęć. W tej kategorii znajdziecie też poprzednie wpisy.
Have Fun and Drink Coffee!
P.S. Na stronie pojawiła się mapa polecanych kawiarni -> Polecane Kawiarnie

Cały cykl wpisów na temat Islandii dostępny jest tutaj

Ola Glapiak